Archiwum | Sierpień, 2014

Deszczowe spotkanie lalkowe.

31 Sier

Ostatnimi czasy ominęły mnie chyba przynajmniej dwa wrocławskie, lalkowe meety, więc dziś z przyjemnością i lekkim stresikiem pojechałam pod Pręgierz by spotkać się z Karolą, Ewą oraz Kaliną, która była z nami po raz pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni . Chyba nie muszę Wam, dziewczyny, mówić, że każda z Was jest przemiła i wyjątkowa? 🙂 A najmilsze jest dla mnie to, że potrafimy ze sobą rozmawiać już nie tylko o lalkach, ale także o prywatnych, poważnych i nie poważnych sprawach. Wszystko to sprawia, że mam ochotę po raz kolejny spotkać się z Wami i po raz kolejny móc oglądać to:

DSC07490To jedne z nielicznych chwil, kiedy bez wstydu wyciągamy na widok publiczny stos lalek 🙂 . Niestety po kilku zdjęciach posłuszeństwa odmówiły akumulatorki mojego aparatu, więc zdjęciami mogą się pochwalić jedynie następujące pary…

DSC07491 DSC07492 DSC07495 DSC07501… oraz demoniczny klaun, którego demoniczność bezwiednie przyciąga obiektyw:

DSC07496 DSC07498Jak widać, lubi lalunie 😉 .

DSC07500Potem lunęło, potem przestało. Potem znów lunęło, a potem znów przestało, więc poszłyśmy na Wyspę Słodową na „piknik country” 😛 . Po drodze kupiłam baterie do aparatu, Ewa zrobiła nim kilka zdjęć, ja jedno…

DSC07511… ale przyznacie, że to uroczy koniec wpisu? Bo, kto chciałby czytać o tym, że kocyk był rozłożony na trawie na kilka minut, a my zmokłyśmy, jak nieboskie stworzenia? Ot, chyba w takich niespodziewanych wypadkach cały urok takich spotkań 🙂 .

Dzięki, dziewczyny!

Teresa w Opolu.

24 Sier

Dziś wpis trochę turystyczny, ale lalkowy 🙂 . Jestem z natury turystką – nawet we własnym mieście uwielbiam odkrywać nowe miejsca, a co dopiero w takim, którego kompletnie nie znam. I jeśli tylko lalki mogą mi w takim wypadzie towarzyszyć (czytaj: jeśli nie jedzie ze mną nikt „pozalalkowy” 😉 ), to zawsze jakąś zabieram, co by pozwiedzała trochę Polski. Dodatkowym atutem jest to, że w takim mieście nikt nas nie zna i można sobie bez obawy wyciągać z torby lalkę tam, gdzie nam się żywnie podoba. Tym razem, razem z mężem jako cel naszego wyjazdu wybraliśmy oddalone od Wrocławia o niecałe 100 km miasto, które kojarzy się wszystkim głównie z Krajowym Festiwalem Piosenki Polskiej czyli Opole.

DSC07206 DSC07205I już widać, kto ze mną pojechał 🙂 . Tereska przeprowadziła się do mnie od Medithanery w tym samym czasie, co Velma i już się trochę naczekała na swoje pięć minut na blogu. A jej się to szczególnie należy, bo jest jedyną panną o tym moldzie spośród moich lalek. Na zdjęciu powyżej pokazuje ciekawe i kolorowe malunki przy Narodowym Centrum Polskiej Piosenki, gdzie znajduje się amfiteatr. Jednak nasza wyprawa zaczęła się zanim na niebie pokazało się słońce…

DSC07132Ujrzeliśmy je dopiero w drodze:

DSC07140Od dłuższego czasu planowaliśmy jakiś całodzienny wypad poza miasto, szukaliśmy tylko odpowiedniego miejsca. I choć wiele razy przejeżdżaliśmy przez Opole, to nie zastanawialiśmy się nigdy, co jest w tym mieście oprócz Festiwalu. Okazało się, że jest to śliczne miasto, zadbane, pełne zabytków i ciekawych miejsc, równie poprzecinane Odrą, co Wrocław, jednak dużo bardziej urokliwe. Tu pierwsze chwile zwiedzania – spacer nad kanałem Młynówka:

DSC07152 DSC07162 DSC07159I pomimo tego, że dochodziła siódma nad ranem, nie było widać ludzi wracających z imprez i wszędobylskich butelek po piwie, jak to bywa w centrum dużych miast – wręcz przeciwnie. Wszędzie było spokojnie i czysto, a my po kilkunastu minutach dotarliśmy do pierwszego punktu wycieczki – zabytkowego Mostu Groszowego:

DSC07166Niegdyś za przejście pobierano tu opłatę w wysokości jednego grosza, stąd nazwa tego miejsca. Choć nazywa się go także Mostem Zakochanych, bo (we Wrocławiu na Ostrowie Tumskim też takowy się znajduje) pary zostawiają tu swoje kłódki na znak dozgonnej miłości 🙂 . A ja przy okazji dowiedziałam się, że Terenia to bardzo fotogeniczna lalka:

DSC07168 DSC07173Jej bluzkę uszyłam z koszulki męża – była sprana i zniszczona, lecz ciężko mu było się z nią rozstać, bo nadruki pochodzą z jednej z jego ulubionych gier. Doszliśmy jednak do kompromisu: teraz to Teresa nosi koszulkę „Kane & Lynch” :-D. Tu przy Fontannie Multimedialnej na Stawie Zamkowym, nad ranem uśpionej:

DSC07178Wieczorem mieliśmy okazję obejrzeć pokaz – choć jest mniejsza niż wrocławska i ma dużo mniej dysz, to miejsce to jest bardziej kameralne, a muzyka nastrojowa. Usłyszeliśmy między innymi Marka Grechutę.

DSC07185Symbolem Opola jest Wieża Piastowska, znajdująca się w pobliżu fontanny. Jest to pozostałość po zburzonym niestety w XX. wieku Zamku Piastowskim:

DSC07196Prognozy pogody były różne, lecz kiedy rozwiały się poranne chmury, ukazało się piękne niebo okraszone puszystymi obłoczkami. Spacer nad Odrą był więc podwójnie przyjemny:

DSC07195Jest tu coś, czego zdecydowanie brakuje we Wrocławiu – niemalże na całej długości rzeki w mieście znajdują się zielone, szerokie bulwary, na których można się wyłożyć i odpocząć lub poćwiczyć na ulicznych sprzętach. Widać, że władze miasta starają się, by żyło się tu dobrze 🙂 . A ludzie są bardzo pozytywni:

DSC07193A ponieważ Teresa uwielbia portrety (szczególnie z kwiatkami 😛 ), oto kolejny:

DSC07209Z bulwarów weszliśmy w Stare Miasto, gdzie na Rynku już rozstawiano kawiarniane parasole. Nie mogliśmy nie przejść Aleją Gwiazd, gdzie zobaczyliśmy „gwiazdki” m.in. Alibabek, TSA, Pawła Kukiza, Ewy Bem, Edyty Górniak oraz tej…

DSC07216… którą szczególnie polubiliśmy, wiadomo dlaczego 🙂 . W drodze do Studni św. Wojciecha odwiedziliśmy niezwykłe muzeum, które na mnie zrobiło niesamowite wrażenie. Mieści się ono w dawnej kamienicy czynszowej i jest to… właśnie Kamienica Czynszowa. W przekazanej muzeum przez prezydenta miasta kamienicy w całości odtworzono mieszkania czynszowe z przełomu XIX. i XX. wieku! Oto mała próbka:

DSC07236Nie zabrakło tam oczywiście typowych zabawek:

DSC07234Teresa poznała się ze swoimi przodkami:

DSC07230 Muszę powiedzieć jeszcze jedno. Kiedy tylko weszliśmy do muzeum, przywitała nas przemiła pani kasjerka (chociaż wejście w sobotę jest za darmo) i od razu zaczęła nam opowiadać o dziejach tej kamienicy, pokazując informacyjne plansze. Robiła to z taką pasją, jakiej nigdy nie widziałam u żadnego przewodnika. Pracownicy muzeum do wszystkich się uśmiechali, służąc pomocą. Widziałam u tych ludzi prawdziwą, nieskrywaną sympatię do swojego miasta, co naprawdę mnie zachwyciło i pozwoliło dostrzec jego piękno. Oby więcej takich ludzi! 🙂 Wszystko tam było autentyczne, co sprawiło, że dwa piętra kamienicy to stanowczo zbyt mało. Na stoliku w jednym z pokojów leżały gazety i żurnale z lat 60. i 70., między innym kilka numerów „Przyjaciółki”. Pracownica muzeum pozwoliła mi je poprzeglądać, dzięki czemu zaczerpnęłam inspirację do szycia dla Tuesday Taylor. Mogłabym po takich mieszkaniach chodzić godzinami!

DSC07232Następnie ruszyliśmy na Wzgórze Uniwersyteckie, gdzie oprócz kościoła, znajduje się wspomniana, legendarna Studnia św. Wojciecha, który ponoć chrzcił w niej pogan. Grosik wylądował w niej na szczęście…

DSC07219… a Tereska kazała sobie zrobić zdjęcie z jedną z pobliskich rzeźb…

DSC07223… choć było ich tam dużo więcej i dużo ciekawszych, jak na przykład „Opolski Kopciuszek”, której wizerunku zapomniałam uwiecznić. Dalej, przy budynku Uniwersytetu Opolskiego znajduje się skwer, na którym można zrobić sobie zdjęcie z kilkoma znanymi postaciami, takimi jak Marek Grechuta, Czesław Niemen, Kabaret Starszych Panów. Poniżej mąż robi zdjęcie Elizie Orzeszkowej 🙂 .

DSC07224Potem była kawa i lody i spacerem wróciliśmy nad Młynówkę zobaczyć tzw. Opolską Wenecję:

DSC07246Prawda, że ładnie? Trochę dalej kanał wpada do Odry, a obok można zobaczyć pozostałości po fortyfikacjach Opola:

DSC07249Później zwiedziliśmy jeszcze ZOO, które było dużo większe niż nam się wydawało i przez które nie zobaczyliśmy jednego z głównych atrakcji Opola – Muzeum Wsi Opolskiej. Jest to duży skansen przedstawiający dawną wieś. Było już jednak tak późno, że nie zdążylibyśmy go obejrzeć, a ja właśnie ze względu na tę wieś zabrałam drugą lalkę, i to porcelankę… No, cóż. Następnym razem, bo na pewno tu wrócimy. A ja mam nadzieję, że wycieczka Wam się podobała nawet, jeśli przeczytaliście tylko kilka pierwszych zdań 🙂 .

Tuesday Taylor.

17 Sier

W czasie mojej nieobecności na blogu oprócz lalek Manueli, dotarła do mnie także paczka od Agi. A musicie wiedzieć, że dzięki Agnieszce przesyłki z brytyjskimi znaczkami zawsze kojarzą mi się z czymś miłym 🙂 . To była jedna z niewielu wtedy chwil, kiedy jakakolwiek lalka zaprzątnęła moją uwagę, a jest to lalka nie byle jaka – od kiedy zobaczyłam ją na blogu Fleur, zakochałam się w tej lalce z przekonaniem, że będzie to miłość platoniczna – jej ceny na eBayu stanowczo przekraczały mój lalkowy budżet, który przecież wciąż się kurczy. Przesyłkę odebrałam z poczty, zaglądnęłam szybko, co tam jest i pojechałam z nią do Pawła, bo wtedy jeszcze leżał w szpitalu. Lalka doczekała się nawet sesji w przyszpitalnym parku, ale zdjęcia okazały się niezupełnie udane… Dlatego dziś wyruszyliśmy z nią na spacer po raz drugi i, na szczęście, już poza terenem szpitala… Oto moja wyśniona, wymarzona, jedyna Tuesday Taylor od Ideal:

DSC07092 DSC07081Tuesday była produkowana w latach 1976 do 1978, lecz jej naturalna uroda według mnie stanowczo odbiega od wyglądu lalek z tamtych lat. Piękne rysy twarzy, lekko rozchylone usta i odrobinę przymknięte powieki, a do tego smukła figura i długie, seksowne nogi to coś, co mnie w tej lalce chwyciło za serce. Dla ciekawych – wygląda dwóch wariantów ciałka tej lalki:

Zdjęcie pożyczone bez pytania od Fleur. Mam nadzieję, że się nie obrazisz 🙂 .

Sukienkę uszyłam sama, a buty i torebka są skradzione monsterce. Tuesday ma proporcjonalne i wielkie (w stosunku do Barbie 🙂 ) stopy i już się bałam, że będzie u mnie biegać boso. Tymczasem okazało się, że monsterkowe buty są idealne:

DSC07078Sukienkę uszyłam już sama 🙂 .

DSC07085 DSC07082Moja wersja Tuesday ma dodatkowo obrotowy skalp. Nie lubię takich „udziwnień” u lalek, ale jej potrafię to wybaczyć 🙂 . Po zmianie staje się blondynką:

DSC07103 DSC07122Próbowałam znaleźć jej zapudełkowaną wersję, było ich kilka, lecz każda z nich w wersji blond miała grzywkę… Na przykład ta:

Zdjęcie ze strony http://www.genxtinct.com.

Pozostanie to zagadką, a mi osobiście brak grzywki w ogóle nie przeszkadza – wręcz przeciwnie.

DSC07104 DSC07107Tuesday już trochę u mnie mieszka, a ja wciąż nie mogę się na nią napatrzeć. Razem z mężem stwierdziliśmy jednomyślnie, że w ciemnych włosach jest jej dużo ładniej, więc na koniec jeszcze trochę spamu z brunetką w roli głównej 🙂 .

DSC07098 DSC07095 DSC07096Czy nie jest piękna? Dzięki, Aguś!

Lalki Manueli i nasze (trudne) sprawy.

15 Sier

Nie było mnie na blogu już ponad miesiąc. W tym czasie wydarzyło się bardzo dużo, może nawet za dużo, jak na nasze nerwy. Nie chcę jednak zbytnio marudzić na blogu, więc pokrótce wytłumaczę swoją nieobecność i przejdę do tytułowych lalek, które wraz ze swoją właścicielką czekają cały ten czas, by dostać swoje pięć minut na blogu.

Trzeciego sierpnia minęła mi i mojemu mężowi pierwsza rocznica ślubu. Niestety hucznie nie świętowaliśmy, bo kilka tygodni wcześniej Paweł trafił do szpitala. Nie mamy jeszcze dzieci, za to od pewnego czasu sumiennie kolekcjonujemy choroby… Zwłaszcza te, które będą z nami do końca życia. Kolejna sprawiła, że musimy zmienić wiele rzeczy w naszym życiu, można ją zaleczyć, ale nigdy wyleczyć, a pomijając bieżące zaostrzenia, w przyszłości może mieć różne, przeważnie przykre konsekwencje. Ostatni czas był więc dla nas bardzo trudny – najpierw głębokie załamanie, a potem powolne godzenie się z tym, że jest to fakt nieodwracalny i jakoś musimy z tym żyć. Na lalki i siebie nie miałam czasu – jeździłam do szpitala i zamiast wspierać Pawła, sama płakałam. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że jestem taka słaba psychicznie – zawsze myślałam, że nic mnie nie złamie. Tymczasem mąż okazał się silny. Jest już w domu, wyjechaliśmy do rodziców na krótki urlop, gdzie trochę mniej myśleliśmy o ostatnich przeżyciach, odpoczęliśmy psychicznie, a o chorobie przypominał nam tylko pojemnik z kilkoma rodzajami tabletek do połykania. Teraz jest już lepiej – Paweł przywiózł z domu moich rodziców kilka radzieckich aparatów fotograficznych i będąc nadal na zwolnieniu, „uczy się” Zenita, którym chce teraz robić zdjęcia, a ja mogę powolutku wracać do lalkowego światka, który ciągle mi o sobie przypominał, kiedy zerkałam na zaniedbany regał z lalkami i pudło od Manueli…

Kim jest właściwie ta Manuela? W czerwcu dostałam nietypowego maila – moja rówieśniczka imieniem Manuela napisała do mnie, że posiada jeszcze w domu lalki ze swojego dzieciństwa i że z chęcią mi je odda. Jestem osobą bardzo podejrzliwą, więc, choć wiadomość była bardzo przyjaźnie napisana, od razu po jej przeczytaniu byłam przekonana, że to jakiś oszust chce wyłudzić ode mnie pieniądze … 🙂 . Zaryzykowałam jednak, odpisałam i okazało się, że Manuela jest jak najbardziej prawdziwa i przy tym bardzo sympatyczna. Po wymianie kilku maili uzgodniłyśmy sposób przesyłki i lalki trafiły do mnie:

DSC07054Paczka sprawiła mi wielką radość, zwłaszcza w tak trudnym dla mnie czasie, a Manuela jest dowodem, że są jeszcze na świecie bezinteresowni ludzie. I choć lalki są w stanie wybitnie „podziecinnym”, a większość z nich złożyła wizytę u małoletniej fryzjerki, to wzięłam sobie za punkt honoru, by dać im wszystkim drugie życie. Zwłaszcza, że pochodzą one także z czasów mojego dzieciństwa, a więc, choć zupełnie nie pamiętam siebie, jako małej dziewczynki, mogłam te kilkanaście lat temu wzdychać do jednej z nich ustawionej na sklepowej półce. Dziękuję Ci, kochana Manuelo! Jesteś wielka 🙂 . A tych, którym identyfikacja lalek łatwo przychodzi, proszę o pomoc. Wśród nich znalazła się jedna Steffi Love, której pewnie nigdy nie zidentyfikuję. Te lalki już tak mają:

DSC07057A reszta to panny od Mattela:

AllMoże ktoś z Was je poznaje? Szóstka to znana Śpiąca Królewna z 1998 roku z zamykanymi oczami, ósemka to ostrzyżona Roszpunka z 1997 roku, ostatnia też wygląda na jakąś pannę od Disneya. Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki 🙂 .

Teraz już mam nadzieję, że na dłużej powrócę do lalkowania, bo w kolejce czeka jeszcze pewna piękność od Agi-Fleur. Dziękuję wszystkim, szczególnie Adze i Manguście, za wsparcie w tych ciężkich chwilach – naprawdę każdy mail dodawał mi bardzo dużo otuchy!