Archiwum | Barbie RSS feed for this section

Fatałaszki plus size.

29 Paźdź

Ostatnio uszyłam cokolwiek dla lalki we wrześniu. Wzięłam wtedy obszytą pannę w plener i udało mi się zrobić dwa dobre zdjęcia, kiedy zaczęło zachodzić słońce i każda kolejna fotka była coraz mniej ostra i bardziej ziarnista…

No, i to by było na tyle, jeśli chodzi o zdjęcia plenerowe. W zeszłym tygodniu udało mi się uszyć kolejny ciuszek i pomyślałam sobie, że zabiorę obie dziewczyny na spacer, bo razem mogą fajnie wyglądać. Zdjęcia przeważnie odkładam na weekend i tym razem plany popsuł mi nieżyczliwy cyklon Grzegorz, który chętnie pobawiłby się moimi lalkami, gdybym tylko zabrała je na zewnątrz 😉 . Grisza więc niech się bawi sam, a panny muszą się zadowolić zdjęciami „pod ścianą”:

Pierwszy raz uszyłam plisowaną spódnicę i choć nie znoszę prasować, to warto było dla takiego efektu. Drugim uszytkiem jest workowata sukienka, która nawet na curvy jest zbyt duża 🙂 .

Jeszcze portrety na koniec. Urok grubinek wygrał z fatalnym oświetleniem 😉 .

Reklamy

Secret Hearts Barbie.

11 Lip

Dawno nie było u mnie żadnej superstarki, ale do tej Baśki mam prawdziwe szczęście! Prawie siedem lat temu czyli na samiutkim początku mojej przygody z lalkami i blogowaniem udało mi się dorwać na wrocławskim „świebku” Barbie Secret Hearts. Byłam nią zachwycona, bo była z 1993, miała swoje oryginalne kolczyki, a nawet spódnicę z magicznie pojawiającymi się wzorkami 😉 . Nie miałam wtedy dobrego aparatu, umiejętności i zbyt dużej wiedzy o lalkach, a to jedno ze zdjęć, na którym uwieczniłam pannę:

Tak naprawdę wtedy zachwycała mnie każda znaleziona lalka i muszę przyznać, że dziś mi tego brakuje… Z biegiem czasu ma się w stosunku do lalek chyba coraz większe wymagania, lecz dzisiaj, po takim czasie, kiedy przez moje półki z lalkami przewinęło się naprawdę dużo przeróżnych lalek, postanowiłam sobie powrócić do tego, co tak naprawdę sprawia mi największą frajdę czyli do poszukiwania „trupków” i odnawiania ich. I takim oto sposobem na tym samym bazarze po raz kolejny znalazłam Secret Hearts!

Tym razem miała na sobie nie tylko kompletną biżuterię, ale także cały strój, który po zdjęciu spódnicy staje się koktajlówką. Wystarczyło ogarnąć pannie włosy…

… i Baśka już może pokazać się na włościach:

Zabrałam ją do zamku na wodzie w podwrocławskich Wojnowicach, bo taka suknia to tylko na pałace 🙂 .

Pogoda była wymarzona, ale taka jasna, błyszcząca suknia, a do tego platynowe pukle to niezbyt dobry pomysł na zdjęcia w pełnym słońcu. Za to komary i wszelkie inne robactwo dopisywały:

A Wy macie takie lalki, które powróciły do Was po dłuższym czasie?

Spacer na okrągło.

15 Czer

Mało brakowało, a dzisiejszy dzień moje okrąglinki spędziłyby leniwie na wersalce. Tak to sobie wyobrażam:

Wpakowały mi się jednak do torby i jeszcze kazały sobie zdjęcia robić, więc lojalnie ostrzegam przed pokaźną dawką zdjęć 🙂 .

To wszystkie moje lalki z ciałkem curvy. Kiedyś chciałam mieć każdą jedną, jaką zobaczę, ale już nie nadążam za Mattelem. Jedno wiem – marzy mi się wydana niedawno artykułowana grubinka.

Dalmatyńczyki.

10 Czer

Kto z Was nie pamięta filmu i kreskówki „101 dalmatyńczyków”? Ja uwielbiałam te psiaki, a szczególnie uroczego Szczęściarza, który był o krok od śmierci przy narodzinach, stąd właśnie jego imię. Jakiś czas temu mąż przywiózł ze swojego rodzinnego domu swoją małą kolekcję dalmatyńczyków. W czasach świetności filmu chyba każdy chciał mieć taką figurkę.

Okazało się, że pieski całkiem dobrze pasują rozmiarem do lalek! Nie wiem, jak Wy, ale ja, kiedy gdzieś widzę jakąś figurkę, która mi się spodoba, to od razu zastanawiam się, czy jej skala będzie dobra dla Barbie 😉 .

Jak widać, Alex i Kelly też je polubiły 🙂 .

Alex w ramach integracji wdziała nawet bluzkę w kropki 😉 . Na koniec jeszcze jedno zdjęcie rodzinne.

 

Krągła pieguska.

4 Czer

Muszę się przyznać, że ostatnimi czasy nie mam wielkiej weny, jeśli chodzi o lalki, chociaż udało mi się zdobyć wspaniały domek Barbie Family House z 1998 roku, który od kilku dni czeka na umycie i małą renowację:

Niestety kilka elementów jest odłamanych albo ich brakuje, a jego były właściciel poobklejał go także innymi naklejkami, więc będę musiała trochę nad nim popracować. Niemniej jednak urzekło mnie w nim to, że nie jest cały różowy 🙂 .

Do dzisiejszego posta zmotywowała mnie jednak tytułowa pannica, w której zakochałam się, gdy tylko zobaczyłam ją na sklepowej półce, a że mam słabość do mattelowskich grubinek, pieguska po prostu musiała zamieszkać z resztą moich krągłych dziewczyn. Pochodzi z serii I can be… i jest naukowcem (wydana została także szczupła wersja I can be… Scientist), choć na pierwszy rzut oka myślałam, że to lekarka 🙂 .

Zdjęcie ze strony http://www.gottatoy.com.

Pozbawiłam więc mądrą ślicznotkę białego kitla i zabrałam na spacer po Wrocławiu.

Niestety przez cały spacer chmurzyło się i kropiło, ale widok z Mostka Pokutnic i tak był imponujący. Dziewczyna jednak woli badać kleszcze pod mikroskopem, więc zażyczyła sobie przechadzki na łonie natury:

To chyba najładniejsza panna spośród moich krągłych lalek. Dziwię się, że taką uroczą buzię umieścili w serii lalek przeznaczonych dla młodszych dziewczynek i to w białym fartuchu…