Archiwum | 14:02

Wycieczka.

11 Wrz

Wczoraj wybraliśmy się z Pawłem na małą wycieczkę krajoznawczą do Legnicy – miasteczka położonego 0 niecałą godzinkę jazdy pociągiem na zachód od Wrocławia.

Szybko okazało się, że dobre opinie, jakie słyszeliśmy o Legnicy, to w 100% prawda. Jest to bardzo urokliwe miasteczko z pięknymi zabytkami i wszechobecnymi starymi kamieniczkami, w którym zabudowania równoważą się z ilością zieleni oraz wody – nie brakuje w nim rzek, jeziorek i fontann, których jest tu dosłownie na potęgę, co niesamowicie zdobi miasteczko:

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w trasę nie zabrała jakiejś laleczki! 🙂

Padło więc na Sindy, którą uwielbiam fotografować – kto takową posiada, ten z pewnością już zauważył, że jej buzia ma tę specyficzną właściwość, że w zależności od kąta ustawienia jej buzi oraz aparatu wydaje się ona na przemian radosna, zamyślona lub smutna 🙂

Ale wszystko od początku…

Wczorajszy dzień był dla Sindy wyjątkowy – pierwszy raz jechała pociągiem na siedzeniu, a nie zamknięta w torbie…

Jednak bardzo nie podobał jej się fakt, że w pociągu nie ma siedzeń dopasowanych do mniejszych pasażerów i nie ma jak oglądać widoków za oknem… Pomyślałam sobie, że w końcu jedzie za darmo, więc niech nie marudzi, ale Paweł był na tyle wyrozumiały, że zgodził się użyczyć jej swojego ramienia:

Kiedy wysiedliśmy z pociągu w Legnicy, okazało się, że poniemiecki budynek dworca głównego jest bardzo ponury i smętny, więc szybko poszliśmy szukać ciekawszych miejsc…

Nieopodal znajdował się przepiękny i ogromny Park Miejski z malowniczym Kozim Stawem, nad którym Sindy zażyczyła sobie mnóstwa zdjęć:

Szczególnie ucieszyły ją (i mnie! 😉 ) łabędzie oraz kaczuszki, które na widok ludzi zbliżających się do wody, wychodziły na trawkę, jak oswojone:

Ja szłam na żywioł, a Paweł drżał z lęku na myśl, że łabędź mógłby nam dziabnąć Sindusię, więc ostatnie zdjęcie i…

… idziemy dalej! 🙂

Sindy już zdjęła butki i chciała pomoczyć stópki, jednak dostała zakaz zbliżania się w pobliże wody i przede wszystkim łabędzi, więc skończyło się na bieganiu boso po kamykach 🙂

Pośród tłumu ludzi uczestniczącego w rozpoczynającym się właśnie festynie „Imieniny Ulicy Najświętszej Marii Panny” w samym centrum Legnicy, ciężko było zrobić Sindy jakieś zdjęcie, więc najwięcej jest tych z naturą w tle, z czym zresztą tej laleczce bardzo do twarzy 🙂

Spacerując po parku pozbieraliśmy trochę żołędzi, bo kasztany wyzbierały dzieciaki 😛

Sindy ucieszona, że ma okazję być jedną z niewielu lalek, które mają rozłączne paluszki, pokazała, że potrafi także trzymać w ręce kwiatki 😉

Proszę, Paweł, to dla Ciebie, bo Ania jest taka wredna,  że nie daje Ci prezentów” 😉

Nie obyło się także bez tradycyjnego zdjęcia wśród traw, na których lalki zawsze wyglądają fajnie 😀

W południe zrobiło się naprawdę ciepło i w pobliżu ryneczku poszliśmy się ochłodzić – my chłeptaliśmy wodę mineralną, a Sindy chlapała się w fontannie:

Pokochałam profil jej twarzy (a w szczególności urocze ustka ;-)) na tych zdjęciach… Czy nie jest śliczna? 🙂

Po długiej i męczącej wędrówce uliczkami miasta, odpoczęliśmy nad brzegiem Kaczawy w towarzystwie górującego nad tym pocztówkowym widoczkiem kościoła:

Pomoczyliśmy trochę nogi, popuszczaliśmy kaczki na wodzie, a Sindy patrzyła na nas, jak na dzieciaki… 😛

Wycieczka była bardzo udana, jednak Sindy tak się zmęczyła, że pod koniec zasnęła mi, biedaczka, na ramieniu… 😉